piątek, 6 listopada 2009

W krótkim wprowadzeniu Hugo Pratt pisze, że jego zainteresowanie dla mórz południowych rozpoczęło się od Błękitnej laguny Vere Stackpoole'a i filmu pod tym samym tytułem, którego akcja toczy się na Fidżi. Film ten co prawda nie przywodzi na myśl przygód Corto Maltese, jednakże wypadałoby chyba uwierzyć Prattowi. Również Thomas Merton utrzymywał, że został katolikiem pod wpływem lektury książki Joyce'a Portret artysty z czasów młodości. Cóż z tego, kiedy ja nie ufam autorom, ponieważ często kłamią. Ufam tylko tekstom.


Ja za to nie ufam tego typu poststrukturalno- semiotycznym niedowierzaniom, jednakże w tym wypadku wstęp Umberto Eco (bo to jego słowa przytoczyłam wyżej) do Corto Maltese: Ballady o słonym morzu Hugo Pratta mnie uwiódł (w znaczeniu, które rozkoszy płynącej z lektury przypisywał Roland Barthes oczywiście). Na wstępie niestety komiks Pratta na razie porzucam na rzecz odrobienia zaległego niedowierzania innym pisarzom, w których tekstach odnaleźć muszę moje własne sensy.
Ale może przynajmniej przyśnią mi się morza południowe, gdyż:

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

HALA LUDOWA

Długo, długo odwlekałam posta o Hali Ludowej, a było to w końcu jedyne peerelowskie i jednocześnie należące do kanonu turysty miejsce, które poznałam w tym roku we Wrocławiu.



Prawdę mówiąc, twierdzenie, że Hala Ludowa to komunistyczny budynek jest tak samo prawdziwe jak zdanie o tym, że w peerelu nie było cenzury*. Hala Stulecia, bo tak nazywała się zarówno na początku, jak i od momentu, gdy w słowniku frekwencyjnym słowa lud i państwo zamieniły się miejscami, jest budynkiem wczesnomodernistycznym. Została zaprojektowana w celach prestiżowo(bezpośrednim powodem jej powstania była 100 rocznica zwycięstwa w bitwie pod Lipskiem, będącej najcięższą z porażek Napoleona)- rekreacyjnych.
Przed wojną gościła ona Hitlera, po 1945 roku - Światowy Kongres Intelektualistów w Obronnie Pokoju i śpiewającego Nie płacz, kiedy odjadę Marino Mariniego. Wtedy też na części należących do niej terenów postawiono zoo, przed głównym wejściem iglicę, a w mieszczącym się w jej pobliżu Pawilonie Czterech Kopuł, mojego zdecydowanego faworyta, atelier Wytwórni Filmów Fabularnych.
Można odnieść wrażenie, iż - metaforycznie rzecz ujmując - słońce wiecznie świeci nad budynkiem zaprojektowanym przez Maxa Berga. Otóż i dziś, w epoce kiedy wrażenie robią na nas sztuczne wyspy w kształcie palmy i budynki, z obserwującą nas elewacją, Hala Ludowa ma nie lada atrakcję do zaoferowania. A jest nią... jedyna w swoim rodzaju... fontanna multimedialna...

A ponieważ ja osobiście stawiam iglice nad śpiewające i mieniące się fontanny, zostaję przy przymiotniku "Ludowa" w nazwie tego jedynego budynku, który znalazł się na mojej tegorocznej liście atrakcji turystycznych miasta, w którym zamiast gołebi, królują wróble...

*przeczytałam dziś o pewnym zdarzeniu, które przytrafiło się kronikarzowi kabaretu Tey. A mianowicie, gdy pewnego razu przedstawił on cenzorowi przyszły program kabaretu, ten wykreślił z niego słowo "cenzura", ponieważ cenzury w PRL nie ma, a wolność słowa gwarantuje konstytucja.

czwartek, 27 sierpnia 2009

RETRO REBUS

weszłyśmy ost. z Barem w posiadanie kolekcji "Przekrojów", "Przyjaciółek" i "Urody" z l. 60. i 70. oczywiście "Przekrój" TOTALNIE WYMIATA resztę tytułów. wkleiłam poniżej ich teraz już podwójnie RETRO REBUS z nr 1640 z 12 września 1976 roku.



tak jak już w poprzednim poście zostało to powiedziane, zapraszam do wspólnej zabawy. dla zwycięzców przewidziane są nagrody. tym razem nie rzodkiewki

środa, 26 sierpnia 2009

zapraszam do wspólnej zabawy



Czy pamiętacie jeszcze Czerwone Gitary? W połowie lat 60., gdy byli najpopularniejszym zespołem młodzieżowym reklamowali się aroganckim jak na owe czasy hasłem: Gramy i śpiewamy najgłośniej w Polsce!?

video

video

Ja ich w każdym razie nigdy nie zapomnę. Kupione po koncercie i opatrzone autografem z dedykacją Czerwone Gitary. Największe Przeboje, vol. 1 i 2 były dwoma pierwszymi kasety, które miałam na własność i dla których ostatecznie zdradziłam Majkę Jeżowską i zespół Fasolki. Była to zresztą rewolucja w moim życiu, poczułam wtedy bowiem, że człowiek jest na świecie sam, doświadczyłam muzycznego wykluczenia ze wspólnoty podstawówkowej, a w tym okresie udźwignięcie takiego ciężaru nie było łatwe. Gdy w szatni na wuefie namiętnie rozmawiałyśmy z koleżankami o gwiazdach, które, gdy dorośniemy, niechybnie poślubimy, mówiąc że marzy mi się Seweryn Krajewski, nie znajdywałam nigdy wspólnej płaszczyzny porozumienia. Moje koleżanki śniły bowiem o Jonie Bon Jovim, Nicku Carterze z Backstreet Boysów, a nawet Michaelu Jacksonie, którym fascynację przeżywałam kilka klas wcześniej. Było to w czasach, gdy miałam swojego pierwszego walkmana i gdy nie mogąc się doczekać momentu, w którym moja babcia wreszcie skończy rozmawiać z napotkaną sąsiadką, ćwiczyłam, stojąc pod naszym blokiem, jego słynny moonwalk. Teraz natomiast, mając już swoje 10 lat, z wypiekami na policzkach słuchałam piosenki o stojącej samotnie w oknie piękno- acz smutnookiej Annie Marii oraz marzyłam o wspólnej zabawie w grupie przyjaciół, z którymi nie będę zadzierać nosa i którzy zaakceptują moje gusta muzyczne.

video

video

niedziela, 19 lipca 2009

zgodnie z zasadą, na której opierała się dydaktyka w elementarzach i propaganda w peerelowskich komiksach, brzmiącą: bawiąc uczyć, uczyć bawiąc, Justyna przypomniała o mych sromotnie zaniedbywanych śląskich korzeniach:

Dnia dzisiejszego byłam na obronach śląskich aspowców: oto jakie cuda tam się znalazły: silesia project!!(...) Tak już objaśniam eksponaty: po pierwsze spodnie krojone specjalnie do klęczenia- idealne do modlitwy: widać to po profilowanych nakolannikach i po tym, że po prostu źle się w nich stoi. Następny element śląskości to bluza z górnikiem dziergana, czy też drutowana, nie znam Ci się ja na tych technikach produkcji odzieży. Dalej następnie cofając się wstecz: moje ulubione: buty z odsuwaną na zamek błyskawiczny podeszwa, bo gdy idziesz w gości, w familoku ściągasz buty, ale pojawia się dysonans: skarpety nie pasują do ubrania, nogi nie wydepilowane etc: więc kozaczek pozostaje, a dywany gości nie tracą swojego blasku.




zabieram się więc do gotowania na klęczkach rolad i obijania mojego męża-górnika w modnym i ciepłym, zwłaszcza w lecie swetrze, który nigdy nie pozwoli mi zapomnieć, gdzie się urodziłam...
wróciłam właśnie ze spotkania ze skarbem narodu orzełka bez korony, jedynym - jak dotąd - pl kosmonautą, gen. Mirosławem Hermaszewskim.




okazał się być całkiem przyjemnym gawędziarzem, choć trochę szowinistą, z ujmującą mnie łatwością w przywoływaniu skomplikowanych wyrażeń technicznych. wbrew wielu bohaterom pereelu, gen. Mirosław nie żyje wyłącznie wspominaniem swych 8 dni w kosmosie (choć były one wyczynem nie lada. bowiem w odróżnieniu od bohaterów W 80 dni dookoła świata, tą samą trasę - w dziesięciokrotnie krótszym czasie - przebył nie 1, ale 126 razy!) ale potrafi się odnaleźć również i w ziemsko- kapitalistycznej rzeczywistości. jest więc nadal zaangażowany w dyskurs kosmiczny (panie generale, proszę o wybaczenie mojej ignorancji terminologicznej), a nawet ost wydał o sobie książkę.

sobota, 18 lipca 2009

i jeszcze jeden post o komiksach

fr z książki W. Obremskiego Krótka historia sztuki komiksu w Polsce, dotyczący wprowadzania na pl rynek, w latach 90., pierwszych mang. najpierw pojawiła się Czarodziejka z Księżyca, a potem:

Wkrótce wydawnictwo poszło krok dalej i wydało prawdziwą "perełkę": była to trylogia nosząca tytuł Aż do nieba narysowana przez Ryoko Ikedę, cenioną w Japonii rysowniczkę tzw. shojo mangi, czyli komiksów dla dziewcząt, odbiegających w swych założeniach od scen walk, przemocy czy erotyzmu.
Ta trzyczęściowa seria opowiada o losach Rzeczpospolitej z przełomu XVIII i XIX wieku. Głównym jej tematem są dzieje życia księcia Józefa Poniatowskiego, zaś osią fabuły (zwłaszcza pierwszego tomu) jest walka o niepodległość Rzeczypospolitej pomiędzy carycą Katarzyną oraz królem Stanisławem Augustem. Opierając się po części na swojej wyobraźni, pani Ikeda sprawiła, że dzięki niej po raz pierwszy otworzyło się przed polskim czytelnikiem absolutnie nowe źródło wiedzy historycznej, jakim jest manga.


a na dowód tego, że taka manga powstała i żeby ułatwić wyobrażenie sobie księcia Poniatowskiego jako Japończyka, oto jej okładka:

czytając o historii komiksu, przeżywałam dzisiejsze upały zamknięta na potęgującym je strychu, co przypomniało mi historie pewnego królika o nad wyraz rozwiniętej samoświadomości i pomysłowości...
rozpuszczając się, gdy tylko odeszłam od przestrzeni oddziaływania wentylatora, poczułam nawet pewną więź z bunny suicides





poniedziałek, 13 lipca 2009

to, co wyszło ze skanowania

o wojnie, wujku i braku skłonności czytelniczych...



W Stanach Zjednoczonych z kolei Horn (historyk komiksu publikujący swe prace we Francji i w USA) widzi, zwłaszcza w drugiej połowie stulecia, żywiołowy pęd w stronę opowiadania obrazami, wolny od - zarzucanego, jak widzieliśmy Europejczykom - przesadnego szacunku dla słowa pisanego. Takie pisma jak "Frank Leslie's Illustrated" lub "Harper's Weekly" podawały na przykład swoim czytelnikom na bieżąco przebieg wojny secesyjnej pod postacią cyklu ilustracji, często zastępujących reportaże pisane. Nieco później w podobny sposób Frederic Remington i Charles Schreyvogel informowali odbiorców o kolejnych etapach podboju Dzikiego Zachodu


- z pierwszej pl książki teoretycznej o komiksie: Sztuki komiksu Krzysztofa Teodora Toeplitza, wydanej w roku moich urodzin




powyżej 2 grafiki Thomasa Nasta, kronikarza wojny secesyjnej (który w wolnej chwili wymyślił niestety symbol Ameryki, Wuja Sama)

niedziela, 12 lipca 2009

moc sedecznych pozdrowień znad morza przesyłają Czemerdowie

na mojej szafie (powinnam chyba napisać meblościance) przez 5 lat bezcześciłam pożółkłe zdjęcia z mojego dzieciństwa. aż się połamały i nieładnie pozaginały.
wstyd mi strasznie...

musiałam więc jakoś zadośćuczynić.
zdjęłam je wreszcie, poodklejałam resztki gumy, którą były umocowane. trochę się nad nimi pożaliłam... trochę się ze skruchą popukałam w głowę. a na końcu zeskanowałam je na wieczną pamiątkę.
ale że wiadomo nie od dziś: do straty trudno jest się tak od razu przyzwyczaić, więc postanowiłam przykleić w ich miejsce jakieś stare anonimowe pocztówki. wstałam więc dziś wcześniej i wybiegłam na halę targową.

targowałam się ostro i dzielnie, dzięki czemu wróciłam do domu z:
broszką- bałwankiem (1,5 pln),
lochami watykanu gide'a(1 pln),
jakąś pikantną powieścią południowoam w finezyjnej okładce (2pln)
i filmem wszystko na sprzedaż - dodatkiem do pani domu(po znacznie zawyżonej cenie 7pln).

kupiłam tez, jak zamierzyłam, 4 pocztówki (1pln)
szybko jednak okazało się, że z nimi nie jest wcale tak zupełnie niesentymentalnie. a to dlatego, że zaczęłam się wczytywać w ich drugie str:


karakale.
moja ulubiona. po obu str. mieszkaniec krk pozdrawia p. kazimierza, też z krk, który- jak plotka niesie- jest na zwolnieniu chorobowym


pomnik-mauzoleum na cmentarzu żołnierzy radzieckich poległych w walce o wyzwolenie warszawy...
maria pod przykrywką pozdr ze stolicy wyrzuca hannie, że ta nie poinformowała jej o wyniku egzaminu


pkin. życzenia imieninowe dla pani barbary w dobrym tonie


jastrzębia góra. kartka od b. lakonicznych czemerdów

niedziela, 5 lipca 2009



"Bierut często pozował do zdjęć z sarenkami i kucykami, które hodowano w parku Łazienkowskim tylko po to, aby komunistyczny przywódca mógł się z nimi pokazać przed obiektywem. wzmacniało to jego wizerunek jako troskliwego ojca narodu"
-z książki Wiesława Kota PRL- Jak cudownie się żyło!