W krótkim wprowadzeniu Hugo Pratt pisze, że jego zainteresowanie dla mórz południowych rozpoczęło się od Błękitnej laguny Vere Stackpoole'a i filmu pod tym samym tytułem, którego akcja toczy się na Fidżi. Film ten co prawda nie przywodzi na myśl przygód Corto Maltese, jednakże wypadałoby chyba uwierzyć Prattowi. Również Thomas Merton utrzymywał, że został katolikiem pod wpływem lektury książki Joyce'a Portret artysty z czasów młodości. Cóż z tego, kiedy ja nie ufam autorom, ponieważ często kłamią. Ufam tylko tekstom.
Ja za to nie ufam tego typu poststrukturalno- semiotycznym niedowierzaniom, jednakże w tym wypadku wstęp Umberto Eco (bo to jego słowa przytoczyłam wyżej) do Corto Maltese: Ballady o słonym morzu Hugo Pratta mnie uwiódł (w znaczeniu, które rozkoszy płynącej z lektury przypisywał Roland Barthes oczywiście). Na wstępie niestety komiks Pratta na razie porzucam na rzecz odrobienia zaległego niedowierzania innym pisarzom, w których tekstach odnaleźć muszę moje własne sensy.
Ale może przynajmniej przyśnią mi się morza południowe, gdyż:















